youngtimerbike

Historia pisana jednym śladem. Od japońskiej rewolucji końca lat 60., aż po spektakularny wyścig zbrojeń w latach 90..

Royal Enfield GT 650 Blue Blooded Cafe Racer

3 min read
Royal-Enfield-Continental-GT-650-

Europejczycy uważają się za centrum świata w wielu aspektach. Na pewno w dziedzinie motocyklowej. To u nas motocykle są najlepsze, najszybsze i najlepiej wykonane. To my uczymy Japończyków, Amerykanów i pokazujemy im jak powinno się budować i stroić jednoślady. Scena customowa też raczej kojarzona jest z szeroko pojętym Zachodem i oczywiście Japonią, która z tym Zachodem od czasów II WS jest mocno związana. A co ze sceną azjatycką? Bardziej rozeznani w temacie wspomną o Tajwanie, gdzie również coś się dzieje. Ja ostatnio odkrywam scenę hinduską i krajów ościennych. Tym razem wybierzemy się do Tajlandii.

Royal-Enfield-Continental-GT-650-modified-1

W tamtych rejonach wielką popularnością cieszą się maszyny spod znaku Royala Enfielda. Producent ten przez wiele lat był tam monopolistą i dziś chyba nadal jest głównym graczem. Wraz z poprawą zamożności społeczeństw, jednoślady stają się czymś więcej, niż tylko środkiem transportu. W latach 60. podobny proces przeszła Europa Zachodnia, natomiast Polska dopiero po 1989 roku, z wiadomych względów. Wróćmy jednak do Azji.

Royal-Enfield-Continental-GT-650-modified-3

Za tym projektem stoi ekipa Ranger Korat, która w swoim portfolio ma wiele ciekawych maszyn, opartych często na nieoczywistych bazach. Tutaj mamy jak widać Royala Enfielda GT650, który jest flagowym motocyklem hinduskiego producenta. Trzeba przyznać, że projektantom udało się uchwycić idealnie ducha prawdziwych roadsterów z lat 60.. Mamy tu pewien ładunek nowoczesności, ale jest on tak minimalny, że ciężko go uznać za odstępstwo od „dawnych idei”. To wciąż jednoślad tkwiący dwoma kołami w czasach rock&rolla i eskalacji zimnowojennej.

Royal-Enfield-Continental-GT-650

Twórcy skupili się na warstwie wizualnej. Takie maszyny umieszcza się z reguły w segmencie cafe racerów. Ja jednak byłbym sceptyczny. Moim zdaniem nie jest to cafe racer. Cóż to jest? Nie do końca wiem, bo retro racer również to nie jest, choć do tego drugiego stylu jest tu bliżej. Centralny punkt to sporych rozmiarów owiewka, która stylem nawiązuje bardziej do lat 70. niż 60. Takie wiatrochrony zaczęły się pojawiać najpierw w klasie 500., potem w wyścigach maszyn drogowych zwanych w tamtych latach Tourist Trophy.

Royal-Enfield-Continental-GT-650

Twórcy dużo uwagi poświęcili detalom. Robotę robią chromowane wstawki przykręcone wystającymi śrubami, które niby nijak nie pasują, ale ostatecznie świetnie wpisują się w klimat. Mnie się trochę kojarzą z nitowanym poszyciem dawnych samolotów. Może to zbyt daleko idąca analogia i twórca nie chciał, by tak to odbierano, ale cóż, nad skojarzeniami zapanować nie można. Na pewno ukłonem w stronę lat 60. są takie elementy jak chromowane błotniki czy zadupek i „boczki” pod siedzeniem.

Royal-Enfield-Continental-GT-650

Wąska talia świetnie podkreśla zamysł projektanta. Patrząc na tego GT650 z tyłu, może uznać, że mamy przed sobą sześćdziesięcioletnią wyścigówkę. Na pewno robotę robią tutaj opony, które podkreślają klimat. Delikatnie podkurczone tłumiki są w idealnym miejscu. Moim zdaniem jednym dysonansem są tutaj amortyzatory ze zbiorniczkami wyrównawczymi. Rynek aftermarketowy oferuje wiele akcesoriów pozbawionych tego elementu. Usunąłbym również tylne podnóżki, bo maszyna jest już jednoosobowa. Żeby jednak nie było, że tylko marudzę, to uważam, że niezwykłą robotę robi tutaj tylna lampa.

Royal-Enfield-Continental-GT-650

Nie tylko ona. Kilka seksownych podcięć prostej owiewki i mamy przed sobą ciekawą bryłę. Krwista czerwień i zdobienia zostały dobrane wręcz idealnie. Ja jeśli miałbym tu poszukać jakiegoś odniesienia do sportu… to coś podobnego można było obserwować na amerykańskiej scenie przełomu lat 50. i 60.. Mechanicznie GT650 pozostał właściwie seryjny, ale nie każdy projekt musi być reklamą firm akcesoryjnych. Pewnie, że mogłyby tu się pojawić lepsze hamulce, zawieszenie, a silnik mógł przejść kurację wzmacniającą. Tylko po co? Duch epoki został uchwycony perfekcyjnie, a to, że przefiltrowany on został przez wrażliwość daleką od europejskiej jest dodatkowym atutem.

Ja jestem zakochany. Azjatycka scena customowa moim zdaniem może stać się w najbliższych latach czarnym koniem tej gałęzi motocyklowego świata. Zwłaszcza, że europejska tendencja do coraz ostrzejszych regulacji, może wiązać ręce tuzom niestandardowej sceny na Starym Kontynencie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.