youngtimerbike

Historia pisana jednym śladem. Od japońskiej rewolucji końca lat 60., aż po spektakularny wyścig zbrojeń w latach 90..

Shoei NXR II – pierwsze wrażenia.

5 min read
Shoei NXR II

Jeśli oczekujecie profesjonalnego testu, to możecie sobie darować ten tekst. Na YT jest wiele filmów opisujących ten model, więc zapraszam tam. Myślę, że najlepszy jest ten. No dobrze, to o czym będę pisał? Jak w tytule – o pierwszych wrażeniach. Najpierw jednak krótkie wprowadzenie. Do tej pory używałem garnka AGV K5 bez „S”, wcześniej Sharka S700 już z „S”. To z tymi dwoma modelami zaprzyjaźniony byłem najdłużej. W międzyczasie miałem na głowie Nolana N97 i z integrali to tyle. Najdłużej  – pięć lat – używałem AGV.

Ducati

Chęć zmiany przyszła wraz z odebraniem Ducati. Tak się potoczyło, że ostatnio mocno schudłem, może jakiś kryzys wieku średniego się zbliża? Żółty motocykl może być tego zwiastunem. Wróćmy do tematu. Nie ominęło to twarzy. AGV stał się za duży i był po prostu luźny. Przy Suzuki jakoś za bardzo mi to nie przeszkadzało ale dużo bardziej sportowa Włoszka, sprawiła, że większość czasu podczas jazdy zajmowało mi podnoszenie topka, ponieważ spadał mi na oczy. Każdy kto doświadczył czegoś takiego wie, że jest to cholernie irytujące i potrafi odebrać przyjemność z obcowania z motocyklem. Dlatego przyszedł czas na zmiany, choć budżet po przebudowie Ducata mocno się nadwyrężył. Głównym wymaganiem dla nowego kasku było to, żeby miał on zapięcie typu DD. Paradoksalnie nie chodziło mi o bezpieczeństwo, chociaż bez wątpienia właśnie to rozwiązanie przoduje w tym aspekcie, a o to, że bardzo łatwo można je mocno docisnąć do brody. Poprawia mi to komfort psychiczny. Może dziwne, ale tak już mam. Oczywiście w grę wchodził tylko integral.

SHoei

Jednym z pierwszych, jakie wpadły mi w oko, był Shoei Glamster. Pod względem wizualnym model ten to petarda. Wszystko w nim mi pasuje. Gdy wziąłem go do ręki, to też nie znalazłem nic do czego mógłbym się doczepić. Dlaczego więc nie wydałem na niego pieniędzy? W sklepie, gdzie go mierzyłem, doradzono mi, że w moim motocyklu mogę mieć problemy z działaniem wentylacji. Z uwagi na pozycję. Nie wiem czy sprzedawca miał rację, jednak szukałem kasku podstawowego, takiego który zostanie ze mną przynajmniej na najbliższe pięć sezonów, a tu niebezpieczeństwo nietrafionego zakupu było spore.

Postanowiłem więc pożądliwym okiem spojrzeć na modele NXR i NXR II. Obecnie różnica cenowa między nimi to ok. 1000 zł (zależy to od malowania). NXR jest bardzo lubianym i popularnym garnkiem. W wielu recenzjach, które oglądałem, nie słyszałem by miał jakieś dyskwalifikujące wady, a jedyne, jakie wskazywali użytkownicy, wynikały raczej z preferencji danej osoby. To jest normalne, zwłaszcza jeśli ktoś jest wymagający w stosunku do produktu. Postanowiłem się szarpnąć i kupić nowszy model. Malowanie było kwestią wtórną, wybrałem MM93 Retro TC-10. Przekonało mnie… stare logo SHOEI, nawet nie wiedziałem wtedy, że ta kompozycja firmowana jest przez Marca Marqueza. Tak interesuję się współczesnym motorsportem. 😉 Pewnym aspektem, który przechylił szalę na rzecz dwójki było to, że spełnia on normę bezpieczeństwa ECE 22.06. W razie draki, może coś pomoże.

Shoei

Kask dostałem w pudełku. W zestawie jest odpinany podbródek, „nosek” i pinlock. NXR II przy pierwszym kontakcie sprawia wrażenie niezwykle lekkiego. To oczywiście plus. Na stronie producenta jest adnotacja, że waży on 1390 g. Pomimo tego, że schudłem, wciąż mam obszerną głowę. Shoei jest gabarytowo mniejszy, niż AGV, którego miałem do tej pory. Samo wsadzenie go na „dyńkę” wymaga przedarcia się przez niezbyt duży otwór, ale gdy jesteśmy już w środku (czy tylko ja mam dziwne skojarzenia?) wszystko jest w najlepszym porządku.

Shoei

Miałem pewne obawy co do okularów. Okazały się bezpodstawne. W żadnym z moich poprzednich kasków nie robiło się tego tak łatwo. Wyściółka wykonana jest z materiału, który wygląda słabo, ale jest genialny w kontakcie ze skórą. Zdarzyło mi się jeździć w upale. Odprowadzanie potu stoi na wysokim poziomie. Nie wiem jak wy, ale ja dużą uwagę przywiązuje do wentylacji. NXR II ma cztery sporej wielkości zamykane kanały w części przedniej i jeden wylotowy niezamykany w tylnej. Działa to na czwórkę z plusem. Tutaj muszę dać palmę pierwszeństwa AGV. Nie żeby to były jakieś druzgocące różnice, ale jednak odczuwalne. Długo musiałem się uczyć nowej ergonomii. Po przyzwyczajeniu stwierdzam jednak, że obsługa, nawet w grubych rękawicach, jest przyzwoita. Bardzo dobrze działa mechanizm domykania szyby. Tutaj pora przejść do mojego najbardziej pozytywnego zaskoczenia – głośność. Jest to pierwszy kask, w którym mogę jeździć bez stoperów. Nie jest może wzór komfortu akustycznego. Jeśli jeździmy w zakresie prędkości dozwolonych, to nie ma żadnego problemu. Powyżej 140 km/h, na niemieckich autostradach, szum staje się duży, ale wciąż nie jakiś wymuszający stosowanie zatyczek do uszu. Dużą robotę robi tu domykanie szyby, gdy uszczelnimy połączenie kask-szyba, to mamy wrażenie odcięcia od świata zewnętrznego.

SHoei

NXR II nie ma blendy! Wydawać by się mogło, że w dzisiejszych czasach to dyskwalifikacja. Przecież nawet mocno sportowe kaski blendę mają. Nie jest to obecnie nic luksusowego. Shark S700s i AGV K5 też je posiadają, a są sporo tańsze od japońskiego bestsellera. Zrobiłem sobie rachunek sumienia i doszedłem do wniosku, że ja jej właściwie nie używam. Po zrobieniu ponad 1000 km, w większości podczas słonecznych dni, na dwóch motocyklach, nie poczułem chęci przyciemnienia sobie obrazu. Zaznaczam jednak, że to moja preferencja i domyślam się, że nie każdy będzie ją podzielał. Raczej będę w mniejszości. Shoei oferuje szybę fotochromatyczną. Kosztuje ona 700 zł. Ja się na nią nie zdecyduje, ponieważ co dwa sezony i tak zmieniam szyby, więc postawię na najbardziej uniwersalną, czyli bezbarwną. Dużym plusem jest szeroki kąt widzenia.

Na koniec chciałem podkreślić jakość wykonania, która dystansuje AGV. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jakieś mankamenty w tym aspekcie wyjdą po czasie, ale biorąc ten garnek do ręki, czuć że jest to produkt bardzo wysokiej jakości.

Czy polecam? Z pełną odpowiedzialnością. Pod jednym warunkiem – musicie przeżyć brak blendy.

 

Kask kupiłem w sklepie MotoSzafa, który ze swojej strony polecam. Chłopaków możecie znaleźć tutaj.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *