youngtimerbike

Historia pisana jednym śladem. Od japońskiej rewolucji końca lat 60., aż po spektakularny wyścig zbrojeń w latach 90..

Harley-Davidson Pan America Supermoto

3 min read
Harley-Davidson Pan America

Jestem fanem durnych pomysłów, a im one są bardziej durne, tym jestem bardziej ich fanem. Irracjonalność tego motocykla sprawiła, że nie mogłem przejść obok niego obojętnie. Zacznijmy jednak od początku tej historii. Projekt Harleya-Davidsona Pan America został ogłoszony w 2018 roku. Gotowy model na rynek wszedł dwa lata później. Jedni twierdzą, że to paniczna próba ratowania kolosalnej marki, inni że Amerykanie postradali zmysły, a jeszcze inni, że to wcale nie jest taki głupi pomysł. Ja jestem w tej trzeciej grupie. Trzeba przyznać, że styliści odważnie podeszli do tematu. „Pan am” w tym aspekcie ociera się o kontrowersje, ale to w moim odczuciu dodaje mu charakteru. Plusem jest również stosunkowo przyzwoita cena. Również nowy silnik, Revolution Max, robi robotę. Jest mocny, nieźle brzmi, choć oczywiście zupełnie inaczej niż chłodzeni wiatrem bracia, i mam nadzieję, że będzie solidny, ale tego dowiemy się po latach.

Pan America

Od jakiegoś czasu przeczesywałem internet w poszukiwaniu wydumek na bazie Pan Ameriki. No i trafiłem, ale coś czego się nie spodziewałem. Pomyślicie: „co tu się wydarzyło?”. Już tłumaczę. Pewien Holender lubił jazdę po torze wyścigowym, ale też turystykę. Zamiast kupić sobie dwa motocykle, chciał mieć jeden. Każdy normalny człowiek poszedłby do salonu Ducati i wyjechał z niego Multistradą Peak Pikes. On tak jednak nie zrobił. Dostrzegł w ciężkiej krypie z Milwaukee talenty torowe, bo turystycznych faktycznie jej nie brak. Szanuję jak cholera, bo uwielbiam ludzi, którzy robią sobie specjalnie pod górkę, by po prostu mieć coś wyjątkowego. Mój ziomal.

Pan America

Nie próbował on poprawiać swego motocykla sam. Zwrócił się do dilera West Coast Motors, który w wolnych chwilach pała się tuningiem. Ekipa dostała pokaźny budżet. Kluczem do sukcesu miały być koła. Z tym nie było większego problemu, wybór padł na karbonowe obręcze Robotox o średnicy 17 cali. Zastanawia mnie czy wybór takiego materiału w turystycznym sprzęcie to dobry pomysł, ale to nie moja brocha i może przesadzam.

Kolejnym etapem było odpowiednie zawieszenie. Tutaj musiał być to widelec, który będzie posiadał odpowiedni skok, ale i parametry pozwalające na jazdę na krawędzi. Udało się dopasować zawieszenie firmy HK. Następnie przyszedł czas montażu. Problem gonił problem, ale sami twórcy więcej nie zdradzają. No może po za tym, że przednie zaciski nijak nie chciały się zgrać z tarczami hamulcowymi. Ostatecznie jak widać się udało. Nie dotarłem do wiadomości co z elektroniką, czyli ABS-em i kontrolą trakcji. Z tyłu zamieszkał amortyzator Ohlinsa.

Supermoto

Oryginalna Pan America nie grzeszy jakością wykonania. Jeśli już właściciel ładował w swój egzemplarz potężne pieniądze, to i w tym aspekcie należało coś zrobić. Tu i ówdzie poprawiono fabrykę chowając przewody i węże. Pojawiło się również sporo karbonowego wykończenia. Nowe są „racingowe” podnóżki, kierownica, lusterka i manetki. Kolor to jakiś superekskluzywna barwa CVO. Dla mnie to po prostu szary, ale może ja się nie znam. Czerwone elementy ramy fajnie kontrastują z całością.

Pan America

Po wydaniu wagonu pieniędzy powstał motocykl, który nie jest ani najlepszym turystykiem, ani najszybszą torówką. Ma jednak szereg innych zalet: wygląda kozacko, jest wyjątkowy i powinien się świetnie prowadzić. Jeśli twardość zawieszenia nie jest przesadnie duża, to może to być drogowy wariat, który objedzie niejednego ściganta na sportowym litrze, a to zawsze jest przyjemne.

 

Chyba dobrze, że właściciel nie poszedł do salonu Ducati… Wyszło mu coś genialnego w swym bezsensie.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.