youngtimerbike

Historia pisana jednym śladem. Od japońskiej rewolucji końca lat 60., aż po spektakularny wyścig zbrojeń w latach 90..

GDesign Double Face

3 min read
buell-caferacer-

Wyrazisty pomarańcz i czerń to barwy sportowe w Milwaukee. Harley-Davidson wbrew pozorom ma spore tradycje w tematach rywalizacji na różnych wyczynowych frontach. Amerykanie próbowali szczęścia również w torowych imprezach, gdzie może nie odnieśli znaczących sukcesów, ale to nie oznacza, że nie mieli w tej dziedzinie historii nic ciekawego do zaoferowania. Pierwszym znaczącym H-D w czasach nazwijmy to nowożytnych, był model XRTT, czyli torowa wersja „prawdopodobnie najbardziej utytułowanego motocykla w historii”, a więc XR750. Jego następca pojawił się dopiero w latach 90.. Był nim VR1000, który miał nieść sławę Harleya-Davidsona w cyklu AMA Superbike. Niestety z wielu powodów po raz kolejny się nie udało. Całą tę historię opisałem tutaj, tymczasem skupmy się na wydumce, którą widzicie na zdjęciach.

Double Face

Cechą wyścigowych odmian VR1000, nielicznych drogowych zresztą również, było specyficzne malowanie. Styliści jedną stronę wyścigówki pomalowali na pomarańczowo, tymczasem drugą na czarno. Całość rozdzielono białym pasem. Muszę przyznać, że wyglądało to dziwnie, ale coś w sobie miało. Na pewno pozwalało się wyróżnić. Po bez mała trzydziestu latach barwy te powróciły, ale nie w fabrycznym sprzęcie, a customowej wydumce.

Double Face

Z niebytu wydobył je Włoch, niejaki Giacomo Galbiati. Czy mu się udało zrobić to dobrze? Sprawdźmy. Zbudowanie repliki VR1000 to niezwykle trudne zadanie, ponieważ ciężko o jakąkolwiek bazę, która ma coś wspólnego z tym modelem. Giacomo podszedł do tematu inaczej. Postawił na retro racera z lekkim zabarwieniem endurance. To jest zawsze świetny krok i z tym nie ma dyskusji. Double Face, nie jest jednak wymuskaną konstrukcją o idealnych proporcjach… to też dobrze. Retro racer musi być trochę ordynarny, jak wyścigówki ze złotej ery.

Double Face

Nic by się jednak nie udało bez bazy. Moim zdaniem Giacomo wybrał najlepszą możliwą opcję. Na warsztat wziął Buella S1 z 1999 roku. Ten podstarzały naked sam w sobie jest już ciekawy. W niczym nie przeszkadza, by był ciekawszy. Pod koniec zeszłego stulecia w ramie S1 pracował 1200 ccm widlak Evolution. Erick Buell zrobił mu kurację wzmacniającą. W dzisiejszych czasach niespełna 90 KM nie robi wrażenia, ale wyjściowo było tu 68. Siłą starych widlaków z Milwaukee jest charakter. Te silniki żyją, wie to każdy, kto jechał jakimkolwiek sprzętem napędzany amerykańską maszynownią. Podwoziowo S1 również nie prezentuje się najgorzej. Dlatego budowniczy mógł skupić na warstwie wizualnej.

Double Face

Giacomo w jednym z wywiadów stwierdził, że przez lata był pod wrażeniem VR1000. Chciał jego ducha przerzucić tę kreację. Jeśli spoglądniemy na owiewkę, to naprawdę wydaje się ona podobna do tej z oryginału. Pochodzi ona z Benelli. Jak widać na amerykańskim sprzęcie odnalazła się idealnie. Niesymetryczne reflektory to smaczek, który zawsze na mnie działa, a ich forma idealnie cytuje dawne klimaty endurance.

Double Face

Ciekawym aspektem jest zbiornik paliwa, który wygląda zupełnie inaczej niż w oryginale. Nie jest to element z innego motocykla. Jest to atrapa z włókna szklanego nałożona na oryginalny bak, jej kształt wzorowany był na Ducati 900 SS z końca lat 70.. Trzeba przyznać, że oszustwo jest tutaj perfekcyjne. Ciekawie prezentuje się rurowa rama, która widoczna jest tylko po czarnej stronie. Zadupek został wykonany specjalnie dla tej maszyny i on również w klimaty endurance się wpisuje.

Dobule Face

Po pomarańczowej stronie uwagę przykuwa wydech. Są to jedyne słuszne tłumiki dla silnika z Milwaukee, czyli Supertrapp. Ja po raz kolejny jestem zauroczony. Widzę tu echa dawnego XR750 TT. W tym przypadku Giacomo musiał przerobić układ dedykowany do XR1200. Buell S1 miał krótki i moim zdaniem paskudny, tłumik umieszczony pod silnikiem. W tej wydumce nie ma po nim śladu. Dzięki temu bez przeszkód możemy podziwiać amortyzator znajdujący się w nietypowym miejscu.

Double Face zadebiutował w tym roku i przetoczył się przez największe portale, zajmujące się motocyklami niestandardowymi. Musiałem Wam pokazać go również. Moim zdaniem to czystej krwi retro racer pełen wizualnych smaczków. Wisienką na torcie jest silnik, który naprawdę jest przedpotopowy w swej koncepcji i pozwala poczuć ducha lat 70., a to w świecie maszyn customowych jest najważniejsze.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.