youngtimerbike

Historia pisana jednym śladem. Od japońskiej rewolucji końca lat 60., aż po spektakularny wyścig zbrojeń w latach 90..

Ducati Monster SP 2023

4 min read

Gdy w 1993 roku na rynek wszedł Monster, zarząd marki miał mieszane uczucia. Pozwolili zrealizować projekt, ale nikt nie wiązał z nim jakichś większych nadziei. Przynajmniej tak twierdzą niektóre przekazy historyczne. W praktyce okazało się, że był to strzał w dziesiątkę, który do kasy firmy wprowadzał ogromne sumy. Szczyt rozwoju tego typoszeregu, to pierwsza i druga dekada XXI. Wtedy to „potwory” stały się najbardziej wyrafinowane, dostawały topowe silniki i miały najwięcej charakteru. Po prezentacji Streetfightera V4 S następowała powolna marginalizacja. W 2021 roku na rynek weszła trzecia generacja tych maszyn i fani zadrżeli ze zgryzoty. Monster bez kratownicy! Przecież to zdrada.

Monster

Na szczęście ostał się jeszcze rozrząd desmodromiczny, ale kto wie jak długo. 😉 W chwili, gdy ciężar głównego typoszeregu power nakedów przeszedł na serię Streetfighter, trzeba było powziąć jakieś kroki dla Monsterów. Można było pójść w stronę neoklasyka i pudrować sprzęt oparty na kratownicy lub zdegradować linię do jednego średniej klasy nowoczesnego modelu. Wybrano tę drugą opcję, marketingowo sprzedając to jako powrót do źródeł. Czy to dobry krok? Nie wiem, choć uważam, że z Monstera nigdy nie byłoby porządnego neoklasyka. To nie ten typ po prostu.

Monster

Można się na ten stan rzeczy złościć, ale ja nie tęsknie za „kratą” jeśli mam szczery. Oczywiście, rozumiem argumenty, że klimat egzotyka w pewnym sensie uleciał, tylko że do pełni puryzmu brakuje nam tutaj chłodzenia powietrzem, kraty, suchego sprzęgło i coś by się tam jeszcze znalazło. Chcecie poczuć specyficzny klimat klasycznego Ducati, to poszukajcie modelu S2R 1000, tam jest wszystko. Ewentualnie S4R, tam to jest jeszcze doprawione całkiem przyjemną mocą. Tymczasem mamy 2022 rok i realia rynkowe, takie jakie mamy. Nie ma się co obrażać.

monster

Nie jeździłem nowym Monsterem, ale jeszcze nie czytałem testu, w którym ktoś na to jak jeździ narzekał. Stylistyka jest dyskusyjna ale akceptowalna, jedyny poważny zgrzyt to garbaty zbiornik paliwa. Postawię nawet tezę, że na żywo powinien on wyglądać o wiele lepiej niż na zdjęciach. Wyróżnikiem nowego Monstera stała się lekkość, a to zawsze jest świetne podejście. Ja jestem fanem motocykli, które nie krzyczą z folderów o mocy, elektronice i innych wodotryskach. Prostota i lekkość wsparta przyjemnym silnikiem. Testastretta to bardzo dobra jednostka. 111 KM jest moim zdaniem wartością optymalną w dzisiejszych realiach drogowych. To jest więc to, czego oczekiwałbym od naked bike’a i zdaje się, że tutaj bym to dostał. Wczoraj odbyła się premiera wersji SP.

monster

Podobnie jak w przypadku Aprilii Tuono 660 Factory, mamy tu sprzęt spod znaku dopasionego średniaka. Takie rzeczy tylko u Włochów. No i może jeszcze u Brytyjczyków. Monster SP walczy o klienta układem jezdnym. Trzeba przyznać, że nie oszczędzano w tych tematach. Już na pierwszy rzut oka uwagę przykuwa złoty widelec. Z reguły oznacza to, że mamy do czynienia z elementem firmowanym przez Ohlinsa. Dla technicznych fetyszystów wspomnę, że jest to model NIX30, jeśli tak jak mnie, nic Wam to nie mówi, to się nie przejmujcie, ważne że wygląda fajnie i na pewno świetnie pracuje. Hamulce Brembo Stylema również prezentują się potężnie. Warto wspomnieć, że dzięki tym podzespołom udało się zaoszczędzić zabójcze 1,1 kg.

Monster

Malowanie inspirowane jest tym, jakie możemy spotkać na maszynach Moto GP teamu Lenovo Ducati. Jest dość estetyczne ale mnie nie porywa. Ja bym tu widział żółty ale ja jestem zboczony. Seryjnie dostępny będzie wydech Termignoni, a to już wiadomość, która powinna ego tradycjonalistów połechtać. Materiały prasowe wspominają, że elektronika jest skalibrowana w bardziej sportowym stylu. Nie znam się na tych wszystkich skrótach, więc odsyłam na stronę Ducati. Działa i jest git, więcej mnie nie interesuje.

Monster

No to werdykt końcowy po przeglądnięciu filmu z premiery Monstera SP. Szczerze – genialny motocykl, chcę się nim przejechać. Nigdy go nie kupię, nawet nie dlatego, że mnie nie stać. Po prostu nie jest to maszyna dla mnie, choć jest zbudowana według recepty, którą doceniam. Nowy Monster stał się tym samym, czym Sportster S z zeszłego roku. Jest to sprzęt, który nie trafi do fanów tego typoszeregu. Ja jednak staram się podejść do tematu bez uprzedzeń „fana prawdziwych Ducati”. To jest po prostu dobra oferta i co najważniejsze, producent nie stawia na jakieś tandetne wodotryski, a na porządne podwozie i lekkość. W dawnych Ducati uwielbiam kratownicę, suche sprzęgło, desmo i starego dwuzaworowego l-twina, który wydaje z siebie takie spektrum dźwięków, że niejeden utwór muzyczny może mu tego pozazdrościć, ale mamy XXI wiek i nie ma się co na to obrażać, więc maneta w opór i na górskie winkle, gdzie potworek pokaże tylną oponę dużo mocniejszym sprzętom i to byłaby największa radocha z jego posiadania. Od 1993 roku nic się nie zmieniło, choć zmieniło się wszystko.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.