youngtimerbike

Historia pisana jednym śladem. Od japońskiej rewolucji końca lat 60., aż po spektakularny wyścig zbrojeń w latach 90..

Mój upośledzony poradnik zakupowy – Japonia.

7 min read
Yamaha GTS1000

Mój poprzedni cudowny/upośledzony (niepotrzebne skreślić) poradnik zakupowy zrobił spore zasięgi, a że czasem bywam jak influenserka z insta, to musiałem zrobić szybko drugą część, żeby jeszcze trochę ten fejm podtrzymać. Pojawiły się głosy, że ominąłem japońskie motocykle. Przemyślałem temat i faktycznie, jest w tym trochę prawdy. Jeśli więc na twój zmysł estetyki nie działa stukające sprzęgło prawdziwego Ducati, jeśli boisz się calowych śrub w Triumphie i masz alergię na dźwięk silnika z Milwaukee, to zapraszam na upośledzony poradnik zakupowy (ja chyba muszę zastrzec tę nazwę) skupiający się na motocyklach z Japonii. Kryteria takie same. 15-20 tysięcy złotych i motocykl drogowy. Pomijamy zupełnie sportowe maszyny.

 

Yamaha TRX850 

Yamaha TRX

Napisałbym wam kiedy ten sprzęt wszedł do produkcji, ale nie chcę mi się szukać, a że idę jeszcze dziś wytwarzać nasze PKB, to czas nagli. Yamaha TRX850 jest moim ulubionym rodzajem motocykla, czyli prosty, stosukowo lekki i dynamiczny roadster. Patrząc ten sprzęt trudno nie zauważyć co było tutaj inspiracją. Tak, Ducati, a dokładnie Supersport Nuda. Kratownica, kusa owiewka i seksowny zadupek, choć trzeba przyznać, że nie filigranowy. TRX ma kształty raczej z tych pełniejszych, ale na szczęście wszystkie krągłości są w odpowiednim miejscu. Jest pewien zgrzyt – silnik. Jako fan jednostek V2, a jeszcze lepiej, L2, troszkę mi ta rzędówka nie pasuję. Ma jednak wiele innych plusów. Po pierwsze – to świetna i solidny gad. Po drugie, o ile się nie mylę, ma czopy wału przestawione na 270 stopni, więc brzmi odpowiednio. Kupicie to za grosze, problem polega na tym, że jest to bardzo rzadki model na naszym rynku.

 

Yamaha SZR 660 

Yamaha SZR 660

Dobra, ja wiem, że to nie jest jakiś stylistyczny Mount Everest, ale jadąc na motocyklu nie musicie na niego patrzeć. Warto o tym pamiętać. 😛 To jest jeszcze lepsze jak Yamaha powyżej. Cóż to za wynalazek? – SZR660. Wiele Wam to nie mówi, bo w tej pojemności przeglądacie pewnie Bandity, albo ewentualnie Hornety. Błąd! SZR to seryjne supermono. Nie, nie supermoto, supermono. Czyli co? Sportowy motocykl jednocylindrowy o dużej pojemności. Czyż jest piękniejsza koncepcja? Tak, superbike V2. No, ale na drogach 55 KM zaklęte w jednym cylindrze i w sztywnej ramie, potrafi zrobić robotę. Do tego mamy tu całkiem przyjemne zawieszenie. Co prawda tylko jedną tarczę na przednim kole, ale wiadomo, że kto hamuje ten przegrywa. Czy można czegoś chcieć więcej? Krętej równej drogi w górach.

 

Yamaha GTS1000 

Yamaha GTS

Widzicie to zdjęcie powyżej? Czy muszę coś jeszcze dodawać? Jeśli chcesz przemierzać świat nie musisz kupować Hondy Debiliki, albo innego tego typu badziewia. Yamaha postanowiła w latach 90. zrewolucjonizować podejście do motocykli. Trochę jej nie wyszło, ale kto by się tam przejmował. Pozostał genialny motocykl. Rama typu Omega, dwuwahaczowe zawieszenie, 100 KM zaklęte w pięciozaworowym silniku, wtrysk paliwa, katalizator, klimatyzacja… wróć! Klima nie, ale i tak jest tyle rzeczy, które mogą się zepsuć, że człowiekowi zaraz ciepło na serduszku się robi. Jak na złość, podobno niewiele się tu psuje. Są jednak elementy, które jak się zepsują, to amba fatima, jak mawiała moja babcia. Nie ma jednak się czym stresować. Ten, kiedyś najdroższy japoński motocykl, dziś kosztuje tyle, co telewizor LED. Telewizorem nie pojedziecie do Hiszpanii, podziwiać wdzięki południowych kobiet. Nie ma się co zastanawiać!

 

Kawasaki ZRX 1200R

Kawasaki ZRX

Nie może być zakupowego poradnika dotyczącego motocykli z Kraju Wiśni Zakwitniętej bez najbardziej japońskiego z japońskich motocykli – UJM. Universal Japan Motorcycle, czyli wielki czterocylindrowy silnik, rama z plasteliny i zawieszenie z gumy do żucia. Piękna koncepcja. Mamy cztery flagowe UJM-y  i każdy jest spoko. Najbardziej spoko, z seryjnych, jest Kawasaki ZRX 1200R. Zgodzę się, że minusem może być tutaj silnik chłodzony cieczą, ale generuje on solidne 122 KM i z tym już ciężko dyskutować. Czym Kawa skradła moje serce? No wiadomo, że stylistyką! Styliści tworząc ten sprzęt wyprzedzili swoje czasy. Nawiązali do początków czterocylindrowej nawałnicy z dalekiego kraju. Zapodali maszynie owiewkę bikini i barwy rodem z początku AMA Superbike. Zapamiętajcie – nie ma nic lepszego w historii pisanej jednym śladem, niż AMA Superbike w latach 70.. Zapytacie: „dlaczego nie kupiłeś Kawasaki, tylko Suzuki GSX1400?”. Otóż, Suzuki chłodzone jest wiatrem i ma 1400 ccm, a ja jak każdy Polak, zawsze lecę na pojemność, bo kto ma większy silnik, ten ma większe… kompleksy. 😛

 

Suzuki TL1000s 

Suzuki TL1000S

Teraz Was wszystkich pozabijam. Motocykl źle skonstruowany i niebezpieczny w prowadzeniu. No cóż, łobuz kocha najbardziej, czy jakoś tak. W latach 90. wszyscy uwielbiali motocykle z silnikami V2. Takie jednostki napędzały barokowe cruisery i litrowe wyścigówki. Klienci również chcieli tego typu sprzętów. Nie każdy jednak mógł pozwolić sobie na Ducati. Włoskie maszyny miały też opinie drogich w eksploatacji i trudnych w serwisie. Honda i Suzuki postanowili wyjść na przeciw tym potrzebom. Ekipa koncernu ze skrzydłem na zbiorniku, zaproponowała całkiem przyjemny motocykl, który miał jakieś przywary, ale w ogólnym rozrachunku, nic mu nie brakowało. Zupełnie inaczej było z Suzuki. W Hamamatsu powstał sprzęt, który urywał tyłek. Dosłownie i w przenośni. Widlak napędzający TL1000s generował solidne 125 KM, ale dziwnie skonstruowane tylne zawieszenie sprawiało, że jeździec musiał zachowywać żelazny spokój w zakręcie. W przeciwnym razie mógł doprowadzić do przerażającego shimmy, które mogło skończyć się na elemencie przydrożnego krajobrazu. Jeśli jednak potrafimy sobie z tym poradzić, albo tak nam się wydaje, to TL1000s ma kilka plusów. Ciekawy wygląd. Ja widzę tutaj czar dawnych sportowych roadsterów, a te jak wiadomo, zawsze mają klimat. Co jeszcze? Szacun pod każdą knajpą, bo przecież okiełznaliście potwora. Podobno jego silnik był jeszcze bardzo niedopracowany i miewał on wiele problemów… ale nie przesadzajmy, czasem trzeba po prostu sięgnąć do portfela.

 

Kawasaki ZX-12R Ninja

Kawasaki ZX-12R

Skoro już śrubujemy osiągi to trzeba sięgnąć nieba. Należy sobie jednak zadać pytanie. Czy hiperbike to motocykl sportowy? W moim odczuciu nie. Dobra, mamy to wyjaśnione. To, co nas rozpalało w ostatniej dekadzie XX wieku (oprócz silników V2) to batalia o 300 km/h. Wygrała ją Hayabusa i błagam nie dyskutujmy już o tym. Rok po jej wyczynie pojawił się jednak zawodnik, który miał wszystko, by zrzucić ją z tronu. Pewnie, by mu się to udało, ale splot niekorzystnych wydarzeń sprawił, że tak się nie stało. Do próby wystawiono niedopracowany egzemplarz i pognał on „tylko” 298 km/h. Potem w Europie rozpoczęła się „afera”, która zaowocowała dżentelmeńską umową o nieprzekraczaniu przez seryjne motocykle 300 km/h. Chociaż był przegranym, to prawdopodobnie pozostał najlepszym sprzętem tego segmentu. Jego stylistyka ma niezaprzeczalny klimat. Nie jest sportowy, ale ma sportową konstrukcję. Jest niepoprawny i obecnie coraz bardziej bezużyteczny. Wspaniały motocykl!

 

Suzuki VS1400 Intruder

Suzuki VS1400 Intruder

Zwolnijmy trochę, bo jeszcze zrobimy sobie krzywdę. W dziedzinie kopiowania amerykańskiej wizji motocykla Japończycy mają spore zasługi. Zazwyczaj wychodzi im to tak 4/10. Przynajmniej raz zrobili to brylantowo – VS1400 Intruder. Nie wiem czy wyszło im to przypadkiem, czy może efekt ten był zamierzony. Do rzeczy. Suzuki Intruder to motocykl, który się tragicznie prowadzi, jeszcze gorzej hamuje, a prędkością maksymalną może się równać z Polonezem Caro 1.4. Cóż więc jest w tym sprzęcie ciekawego? No właśnie ta surowa koncepcja, ale w japońskim wydaniu. Nietypowo jak na Suzuki, mamy tu bardzo dobre wykończenie. Maszyna jest dopracowana wizualnie, ale nie kopiuje Milwaukee jeden do jeden. Sam silnik ma fajną charakterystykę, z potężnym kopem momentu obrotowego od samego dołu. Wczesne wersje z czterobiegową skrzynią, dużo ciekawiej wpisują się w klimat niż późniejsze. Wszystko jest tutaj metalowe. Za 15 tysięcy złotych nie kupicie lepszego „choppera”. Może i nawet jest to najlepszy sprzęt tego segmentu w ogóle, choć obiektywnie to tragiczny motocykl. Kto by się tam tym przejmował. Lepiej odkręcić manetę na dwójce, dać się ponieść momentowi obrotowemu i gnać przed siebie. Tylko nie za szybko, bo hamowanie bywa stresujące.

 

Suzuki GSF600 Bandit

SUZUKI-BANDIT-S

Nie no, nie przesadzajmy. Ten to nie. 😛

 

Honda GL1500 Gold Wing

Honda-Gold-Wing-11

Ale, że jak? Taki kredens? No tak, bo to jest świetny motocykl, idealnie przygotowany do tego, co miał robić. Jego problem leży gdzieindziej. Wielu użytkowników traktuje go jak obwoźny discostragan. Szukając zdjęć do tego tekstu, trafiałem właśnie tylko „upiększone” egzemplarze. Musiałem sięgnąć do bardzo starej ulotki, gdzie była ta o oto rycina. GL1500 to owoc gigantomanii końca lat 80. Była to pierwsza generacja z sześciocylindrowym silnikiem, który dobił do magicznej wtedy bariery 100 KM. Turystyki o tak wielkich gabarytach, mogą się sprawdzić tylko na wielkich przestrzeniach, gdzie asfalt jest co najmniej w przyzwoitym stanie. Obecnie mamy tendencję do budowania motocykli pseudoterenowych. Która droga jest lepsza? Jestem pewien, że za dwie dekady z podobnym politowaniem będziemy patrzeć na flagowe mastodonty klasy ADV. Goldas jest wielki, szczery, a jego stylistyka przenosi nas do czasów, gdy Guns’ N Roses nagrywał „Welcome to the Jungle” i ten właśnie utwór puściłbym w kaseciaku, który jest na pokładzie, gdy mknąłbym po jakimś highway’u w USA. Bo w Europie ten motocykl jest totalnie bez sensu.

 

To już chyba ostatni poradnik zakupowy, bo jak tak dalej pójdzie, to będę musiał zmienić nazwę tej strony, a przecież tego, byśmy nie chcieli.

3 thoughts on “Mój upośledzony poradnik zakupowy – Japonia.

  1. Kolejny ciekawy wpis, a nazwę „upośledzony poradnik zakupowy” trzeba czym prędzej zastrzec.
    Mój typ to Kawasaki ZRX 1200 lub Yamaha GTS 1000, przy czym przed zakupem tej drugiej powstrzymują mnie obawy związane z dostępem do części i pytanie o ilość miejsca i związany z tym komfort lub jego brak dla dwumetrowego szczupłego bikera.
    Ale w kwestii wyglądu i rozwiązań technicznych – wciąż robi robotę…

  2. Zapomniałem dodać – bardzo proszę o potraktowanie „upośledzonych poradników zakupowych” jako stałej kategorii wpisów. Ta seria przypomina starsze i dla wielu zapomniane kompletnie motocykle, na dodatek w dość nieoczywistym zestawieniu.

  3. Tak naprawdę jest wiele kultowych starszych motocykli w tej klasie cenowej, sam posiadam jednego z opisywanych w wersji z owiewką (Kawasaki ZRX 1200S), długo bym o nim pisał……….. Przy zakupie motocykla klient poszukuję czegoś indywidualnego i prawdziwego, coś co daje emocje, niestety dzisiejsze motocykle tego nie mają, chodź producenci próbują nawiązywać do swoich historycznych modeli to dobre już było. Dziś już żaden producent nie stworzy legendy pokroju Kawasaki KZ, Yamaha XS, Suzuki GS/GSX czy Honda CB, próbuje tylko nawiązywać do tych modeli. Dlatego warto kupować starsze maszyny bo były prawdziwe, dawały emocje i respekt, co widać już przy przeglądaniu cen w serwisach ogłoszeniowych.
    LwG:-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.