youngtimerbike

Historia pisana jednym śladem. Od japońskiej rewolucji końca lat 60., aż po spektakularny wyścig zbrojeń w latach 90..

Gdybym był bogaty… cz.1

6 min read
Egli-Kawasaki

Dawno temu przeczytałem w pewnej książce, że na pewnym etapie życie Steve Mc’Queen mieszkał na lotnisku w wielkim hangarze, gdzie trzymał całą swoją kolekcję samochodów, motocykli i podobno ze dwa samoloty. Nie wiem czy to fakt, bo wiarygodność owej publikacji nie była najwyższych lotów, ale dla mnie to nie miało znaczenia. Oczami wyobraźni, a miałem wtedy jakieś 16 lat, widziałem siebie w takim miejscu, gdzie z góry spoglądałbym na swoje samochody i motocykle. W mojej wsi mieszkam od urodzenia, a więc 35 lat, obok niej jest spory zakład. Na obrzeżach tej fabryki stoi stara nieużywana hala. Moim zdaniem ma ona co najmniej 60 lat, a znam się na tym o tyle, że jak widać podwyższony pas świetlików, to powstała ona w latach 50.-70., bo tak wtedy budowano. Też gdzieś to kiedyś przeczytałem. Od prawie zawsze stoi pusta, wcześniej był tam magazyn gazów technicznych, jest to ta moja wymarzona hala. Codziennie jak tam przejeżdżam przypominam sobie o Steve. To tam mógłbym mieszkać i trzymać swoją kolekcję. Oczywiście nigdy to się nie stanie, ale któż zabrania na marzyć. Nie będę pisał o samochodach jakie tam bym umieścił, choć topkę moją zdradzę. Lamborghini Miura SV, czyli najseksowniejszy samochód w historii. Shelby Daytona, czyli najlepszy sportowy samochód w USA i nie, Ford GT40 nie jest lepszy. Podium zamyka Aston Martin DB4 GT Zagato, czyli wyprodukowane w 23 egzemplarzach brytyjsko-włoskie dzieło inżynierii, napędzane rzędową szóstką, zaprojektowaną przez polskiego inżyniera – „Tadka” Marka.

Na pewnym etapie zbiera się nie motocykle, a historie i to mnie właśnie kręci najbardziej. Obcowanie z maszyną, która była uczestnikiem ważnych wydarzeń to doświadczenie mistyczne. Moja hala byłaby kościołem napędzanym rykiem sportowego silnika spalinowego i zapachem stygnącego po ostrym wyścigu wydechu. Przyjmijmy, że jestem Jay Leno, choć na chwilę.

Oto mój top of the top.

 

Crocker V-Twin 

1939-crocker-big-twin---main

To jest mój ulubiony amerykański motocykl. Crocker to dzieło Alana… Crockera. Jest to maszyna, która od najmniejszej śrubki została pomyślana jako sportowiec. Wiem, że na to nie wygląda, ale to jest Ducati Panigale swoich czasów. Crocker musiał stanąć w szranki z Knuckleheadami i Indianami. Alan jednak nie miał zamiaru budować turystycznych krążowników. Po pierwsze – redukcja masy. Ostatecznie udało się w drogowym V-Twinie uzyskać 218 kg. W latach 30., gdzie lekkich stopów używano do budowania garnków i widelców. Po drugie – bardzo nowoczesny V-Twin, miał on co prawda architekturę podobną do Knukcleheada, ale 50 KM osiąganych przy 5800 obr./min robiło robotę. Kozak nad kozaki! W tej pięknej patynie bym go trzymał.

 

Buell 1000 RR i XBRR

Buell-RR1000-85

buell-xbrr-2006-moto

Przed państwem dwa sportowe Buelle. Erick Buell to genialny konstruktor, choć wszyscy wiemy, że skupia się na maszynach o ostrym charakterze, to jednak w jego karierze typowo wyczynowych sprzętów nie było wiele. Prawdopodobnie tylko te dwa, które Wam przedstawiłem, choć głowy nie dam. Oczywiście jest jeszcze ten wynalazek na bazie brytyjskiego Bartona, ale w tamtym motocyklu nie ma wiele myśli technicznej Ericka. 1000 RR to maszyna kryzysowa i dziś najrzadszy z Buelli. Mnie bierze stylistyką. Jest genialna. No ale jest to rodzyn, który dziś osiąga astronomiczne ceny. XB RR to o wiele nowocześniejszy gad, bo powstał już w XXI wieku. Mamy tu 150 amerykańskich koni mechanicznych wygenerowanych z chłodzonego powietrzem widlaka z rozrządem OHV. Nie ma bardziej amerykańskiego motocykla sportowego, a więcej o nim dowiecie się tutaj.

 

Harley-Davidson VR1000

Harley-Davidson VR1000

Historia tego motocykla nie jest jakaś bardzo wciągająca. Nie ma w niej wielkich sukcesów, ani zwrotów akcji. VR1000 nie wygrał WSBK, nawet AMA Superbike. Co mnie więc do niego ciągnie? Superbike z Milwaukee, czy może być coś bardziej durnego i bezużytecznego? Jednak będąc poważnym. VR1000 jest dzieckiem Willego G. Davidsona, który odzyskując władze nad rodzinną firmą, miał ambicje, żeby na krajowej scenie wyścigowej Harley-Davidson posiadał silną reprezentacje. Projekt rozpoczął się ambitnie. Niestety gdzieś w trzy czwarte drogi zaciągnięto hamulec. VR1000 miał szansę, ale został jej pozbawiony przez szefostwo, które stało za jego stworzeniem. Dlaczego tak się stało? Na pewno brzuchaci borntoriderowcy maczali w tym swoje paluchy. 😉 Historię VR1000 poznacie tutaj.

 

Ducati 750 Imola 1972 

Ducati Paul Smart

W tym momencie dochodzimy do momentu, gdzie nie tyle same motocykle są ważne, a historia, która za nimi stoi. Marka Ducati bez wątpienia opiera się na sporcie. Serca włoskich l-twinów, widlastych czwórek, rzędowych twinów (tak, tak) i singli, zawsze biły w rytm sportu. Gdzieś ten mit założycielski musiał powstać. Stało to się w 1972 roku na torze Imola. W wielkim skrócie. Europejczycy pozazdrościli Amerykanom Daytony 200 i stworzyli imprezę Imola 200, która miała skupiać wyścigówki oparte na drogowych maszynach. drogowych. Tradycyjnie dla Włochów, borykające się z problemami natury finansowej, Ducati wystawiło dwie wyścigówki oparte o silnik Fabio Taglioniego. Były to 750 SS, które potem dostało przydomek Imola. Wystawiono dwie maszyny, które prowadzili: Paul Smart i Bruno Spaggiari. Szare wyścigówki z czerwonymi napisami „DUCATI”, które wyglądały jak namalowane pędzlem, wygrały ten wyścig. Tak rozpoczęła się pełna zwrotów akcji historia firmy. Chciałbym posiadać jedną z tych maszyn.

 

Ducati NCR900 Mike Hailwood 1978 

Steve-Wynne-with-Mike-Hailwoods-TT-winning-Ducati-900-TT1

Drugi najważniejszy dla mitu Ducati motocykl ujawnił się światu w 1978 roku. Jest on na zdjęciu powyżej. To Ducati NCR900 wystawione w 1978 roku do wyścigu na wyspie Man przez Steve’a Wynnie (na zdjęciu za motocyklem). Maszyny dosiadł Mike Hailwood. Całą tę historię poznacie tutaj. Wynnie i Hailwood wyciągnęli Ducati z bardzo trudnej sytuacji, w której marka znalazła się po przejęciu przez koncern VM. W planach właścicieli, Ducati miało porzucić sport, a docelowo produkować silniki Diesla. Stało się to trochę przez przypadek, ale jak wiadomo symbole są ważne. Ten motocykl to właśnie symbol, że sport w Bolonii nawet w najcięższych czasach był najważniejszy. Jak na ironię, Wynnie działał bez znaczącego wsparcia fabryki. To była prywatna wyścigówka, która uratowała Włochów przed niechybnym podzieleniem losu Laverdy i Benelli. Postawiłbym ten sprzęt obok 750-tki Paula Smarta.

 

Ducati 851 WSBK 1990 

Ducati 851

Trzeci bardzo ważny motocykl Ducati, który tak naprawdę został zapomniany. Stało się tak z kilku powodów, Lata 90., kojarzą nam się z „Foggy’m” i jego czerwonej 916-996. Jednak jeszcze przed seksownym dziełem Tamburiniego, ścigał się jego poprzednik 851-888. W jego ramie dudnił silnik Desmoquattro i jeśli nie liczyć 748 IE, była to pierwsza szeroko wykorzystywana wyścigówka z tym piecem. Początkowo Ducati stało w cieniu Hondy i Bimoty. Dopiero w trzecim sezonie, gdy problemy z 851 zostały zażegnane, czerwone maszyny zaczęły odnosić seryjne sukcesy. W sezonie 1990 Raymond Roche wygrał osiem biegów w pięciu wyścigach. W pozostałych plasował się w czołówce. Po zdobyciu 382 punktów został mistrzem świata WSBK. 851 ze zdjęcia rozpoczął erę dominacji Ducati w tym pucharze, dlatego chciałbym go posiadać.

 

Bimota Tesi YB

Bimota

Cóż mogę o tym sprzęcie napisać, jak piszę o nim średnio raz na miesiąc. No po prostu sprzęt spektakularny, bezsensowny i cudowny…. Tym to bym po bułki jeździł.

 

Godier-Genoud Egli-Kawasaki Z1 (1975)

Egli

No i teraz wkraczamy do najpiękniejszego okresu w historii motocykli. Oczywiście to dla mnie czas najpiękniejszy, niekoniecznie dla Was. Jak lata 70., to ekspansja Japonii na rynki światowe, narodziny superbike’ów i sceny endurance. Tym razem moja uwaga skupia się na legendzie wyścigów wytrzymałościowych, którą w Polsce znają tylko tacy wariaci jak ja. Jakby miał komuś pokazać esencje tamtego momentu wyścigowej historii, to wskazałbym tę maszynę. Jest to Kawasaki Z1 wyposażone w ramę Fritza Egli i wykończone przez ekipę Godier-Genuoud. Ten konkretny egzemplarz w 1975 roku zdobył „koronę wytrzymałości”. Cóż to oznacza? Wygrał pięć z sześciu imprez, w których wystartował w tamtym sezonie. To Kawasaki pamięta złote i jednocześnie pionierskie czasy Endurance. Trzymałbym go w koncie i pielęgnował kurz jaki się na nim znajduje, wmawiając wszystkim, że pochodzi z wyścigu Bol d’Or.

 

To dopiero początek mojej wyimaginowanej kolekcji. Hala, którą opisałem na początku jest ogromna, a jak wiadomo facet rozwija się do piętnastego roku życia, potem już tylko rośnie. Więc z czasem zobaczycie kolejne części tego, co wirtualnie sobie do niej będę wstawiał.

Czasy są trudne, ale marzyć warto zawsze…

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *