youngtimerbike

Historia pisana jednym śladem. Od japońskiej rewolucji końca lat 60., aż po spektakularny wyścig zbrojeń w latach 90..

Ducati Monster 1100 EVO Race

3 min read
Ducati 1100 Evo

Ducati Monster to cichy bohater, który ma spore grono miłośników, ale wielu zapomina jak ważny dla producenta jest to model. To ta maszyna dźwigała na swoich barkach całą markę. Gdy wszyscy wzdychali do 916, to większość i tak kupowała Monstera, który urzekał charakterem, ale i pewną prostotą. Najbardziej przekonywał oczywiście ceną. W 2009 roku pierwsza generacja, choć doczekała się wielu, czasem bardzo wypasionych odmian, zaczynała się mocno starzeć. To właśnie wtedy na rynek weszła druga generacja, która co prawda wkroczyła w wiek XXI, ale wciąż miała flow klasycznego Ducati, którego to coraz bardziej nam brakuje we współczesnych przedstawicielach tej marki, a to za sprawą silnika Desmoduo. Ja jestem wielkim fanem dwuzaworowego l-twina. Nie dlatego, że jest to jednostka wybitna czy idealna do jazdy. Uwielbiam w tych silnikach to, że potrafią one przenieść do dawnych czasów. Mają w sobie wiele charakteru klasycznych sportowych pieców. Są szorstkie w obyciu, wibrują, protestują przed zbyt szybką zmianą biegu, prychają, kaszlą.

ducati

Gdy jedzie się motocyklem z Desmoduo, to czuć, że nie jest to nowoczesny silnik, a stary krnąbrny twardziel. Oczywiście inżynierowie próbowali go cywilizować, ale wszystkie Ducaty z Desmoduo są lekko toporne i wymagają uwagi podczas jazdy. Bywają męczące, ale tak przyjemnie męczące. Musisz się z tym silnikiem dogadać, bo jak tego nie zrobisz, to on pokaże różki. Wokół Desmoduo zrodziło się grono fanów, które robi z nimi cuda. Widziałem niedawno Ducati Desmoduo z ramą z karbonu. Ludzie ścigają się maszynami w bardzo różnych konfiguracjach. Budują wokół nich wspaniałe maszyny. Dziś pokażę Wam całkiem stonowaną wyścigówkę z Desmoduo.

Ducati Monster EVO 1100

Myśląc o Monsterze 1100 Evo raczej nie mamy przed oczami torowego wyjadacza. Prędzej drogowego roadstera, ale dla chcącego nic trudnego. Ten sprzęt swoje nowe oblicze dostał w Chicago, celem twórcy było zbudowanie wyścigówki do zawodów Battle of Twins. Jakkolwiek na pierwszy rzut oka dziwnie to brzmi, to wcale nie jest nic niezwykłego. Desmoduo, który wylądował w ramie Monstera Evo to chyba ostatnia ewolucja tego silnika. Można by rzec – dzieło ostateczne.

Nie ma jednak suchego sprzęgła, więc mój wewnętrzny purysta się troszkę krzywi, ale nie przesadzajmy, bo po zdjęciu dekla jest naprawdę spoko. Nie jest to zwykłe sprzęgło, a antyhoppingowe firmy Yoyodyne. Jak przystało na wyścigówkę mamy tu wydech Shift Tech, który wzorowany jest na produktach NCR. Na wyposażeniu mamy również quickshifter. Właściciel pokusił się o ECU Flash. Wynik z hamowni… pokazuje taką samą moc jaką w papierach ma wpisane seryjny Monster 1100 Evo.

Monster Evo

Skoro maszyna ma jeździć po torze, to twórca skupił się mocno na układzie jezdnym. Trzeba przyznać, że nie szedł na żaden kompromis. W oryginalny widelec USD wsadzono zestaw Andreani. Wysoka kierownica ustąpiła miejsce clip-onom. Mamy tu jeszcze amortyzator skrętu Ohlinsa. Nie mam żadnej informacji czy zmiany dosięgnęły tylnego amortyzatora.

Ducati

Podobno kto hamuje ten przegrywa, ale dobre spowalniacze to jednak jest atut w sprzęcie przeznaczonym na tor. Mamy tu pompę hamulcową Brembo GP Mk 2, zupełnie nowy układ przewodów hamulcowych. ABS dostał wymówienie. Tarcze hamulcowe również firmuje Brembo. Gwoździem programu są koła z włókien węglowych. Trzeba przyznać, że stylistycznie również ten sprzęt daje radę, co w motocyklach wyczynowych nie zawsze jest standardem. Bulwiasta owiewka pierwotnie przeznaczona była do Ducati Paul Smart 1000 IE. W Monsterze zagrała idealnie. Plastikowy element pod miską olejową jest wymagany regulaminem. Ma on za zadanie zatrzymać olej, gdyby miało dojść do jakiegoś wycieku. Wydech pod tyłkiem wymusił przerobienie ramy pomocniczej. Zadupek również jest bardziej smukły niż w fabrycznym wydaniu.

To cudo jest do sprzedania. Właściciel winszuje sobie za niego 22 tysiące dolarów. Gdybym miał fundusze to nie zastanawiałbym się nawet 10 minut.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.